Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Jakub Strysik – prezes Instytutu Rozwoju Inwestora, opowiada o rynku kapitałowym

Wraz z Jędrzejem Janiakiem, analitykiem F-Trust SA, powołaliście Instytut Rozwoju Inwestora. To, jak rozumiem, instytucja, która ma się zmierzyć z niewiedzą Polaków na temat inwestowania. Czeka Was orka na ugorze…

Jakub Strysik: To rzeczywiście duże wyzwanie, bo w Polsce wiedza na temat rynku kapitałowego nie jest powszechna…

 

Bardzo delikatnie to ująłeś.

Jakub Strysik: No dobrze, jest na niskim poziomie. I to, niestety, nawet wśród ludzi, którzy od wielu lat zajmują się biznesem. W Polsce panuje stereotyp mówiący, że jeśli potrafisz zarabiać pieniądze w ramach prowadzonej przez siebie firmy, to musisz się na nich znać. Nic bardziej mylnego. Otóż oznacza to jedynie, że potrafisz zarabiać pieniądze robiąc to, na czym się znasz.

A jak już je zarobisz, to musisz coś z nimi zrobić. Zwykle wiąże się to z ulokowaniem tych pieniędzy lub ich zainwestowaniem. A to już zupełnie inna domena niż inwestowania w rozwój własnego biznesu i wymaga posiadania wiedzy o tej dziedzinie, w którą inwestujemy oraz o mechanizmach inwestowania. I w tym miejscu często pojawiają się problemy.

Nim jednak przejdziemy do meritum, muszę poczynić ważne zastrzeżenie. Choć obaj, i Jędrzej i ja, wywodzimy się z rynku kapitałowego, to ta inicjatywa ma charakter prywatny. Po prostu pracując przez lata w finansach, wielokrotnie stykaliśmy się z ludźmi, którzy inwestują swoje pieniądze, w sposób, który nie zapewnia bezpieczeństwa tych środków, a czasem naraża ich na stratę pieniędzy.

 

Tak zwane polisolokaty, Amber Gold, obligacje Getbacku… Przykładów jest aż nadto.

Jakub Strysik: Nie chcę w tej rozmowie wchodzić w konkretne rozwiązania, nie chcę nikogo stygmatyzować. Naszym celem jest pokazanie Polakom, że rynek inwestycji kapitałowych daje cały szereg dobrych, uczciwych ofert, a skorzystanie z nich pomaga chronić i pomnażać zgromadzony majątek. Rzecz w tym, aby dokonywać dobrych wyborów. A dobre wybory są możliwe tylko wówczas, gdy mamy odpowiednią wiedzę o mechanizmach rządzących rynkiem kapitałowym. I wcale nie jest to wiedza tajemna. Wszystko zależy od edukacji, do prowadzenia której jesteśmy dobrze przygotowani. Jędrzej Janiak jest maklerem papierów wartościowych, analitykiem i na co dzień zajmuje się analizą tego rynku.

 

Natomiast Ty jesteś radcą prawnym z wieloletnim doświadczeniem na rynku kapitałowym, absolwentem studiów podyplomowych z zakresu prawa bankowego i bankowości. Doświadczenie doświadczeniem, ale być może Waszą największą rekomendacją jest to, że F-Trust SA, dla którego pracujecie, nigdy nie proponował klientom produktów, które choć były zyskowne, to jednak narażały klientów na poważne ryzyko.

Jakub Strysik: Inwestowanie zawsze wiąże się z ryzykiem. Jednak kluczowym jest, aby produkty inwestycyjne dobierać klientom w taki sposób, aby nie narażać ich na poziom ryzyka nieakceptowalny dla klienta. Rzeczywiście, przez blisko dziesięć lat działalności F-Trust SA nie było takiego przypadku.

 

Co jest także Waszą zasługą.

Jakub Strysik: Kluczowe jest tu słowo „także”. Ale faktycznie, mamy w tym swój udział. Pilnujemy, aby nie narażać klientów na niepotrzebne ryzyko. Bo czasem to, co wydaje się bardzo blaskomiotne, obiecuje wielkie zyski, okazuje się być tylko nic niewartym świecidełkiem. Właśnie przed takimi świecidełkami chcemy Polaków chronić, tym razem już na zupełnie innej płaszczyźnie.

 

Trudne zadanie.

Jakub Strysik: Wcale nie.

 

Jedno hasło: polisolokaty, na których zgromadzono, według szacunków, ponad 50 miliardów złotych. Gigantyczna kwota. Wielu klientów uwierzyło, że to znakomity produkt, a tak – mówiąc najdelikatniej – nie jest.

Jakub Strysik: Rzeczywiście, polisolokaty dla wielu klientów nie były produktem optymalnym i wielu z nich boryka się z tym problemem do dzisiaj. Spotkałem się z kilkoma posiadaczami tego produktu, którzy nie wiedzieli nawet, że to produkt inwestycyjny. Sądzili, że to coś w rodzaju lokaty, która powoli, ale systematycznie pomnaża zainwestowane pieniądze. Niektórzy byli nawet przekonani, że to po prostu ubezpieczenie. I nie mogli się nadziwić, że kapitał im się skurczył, albo że wręcz nie mają dostępu do zgromadzonych na nim pieniędzy. Zdarzało się, że posiadacz polisolokaty utożsamiał regularną składkę inwestycyjną z typową składką ubezpieczeniową i absolutnie nie potrafił określić na jaką kwotę w ogóle się ubezpieczył.

 

Zatrzymajmy się przy tym produkcie. Pomogliście ich właścicielom?

Jakub Strysik: Tak, z tym że nasza pomoc ma miejsce na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, analizujemy dla klienta produkt finansowy, z którym nie czuje się komfortowo. Rozkładamy taki produkt na czynniki pierwsze, sprawdzamy, w co inwestuje i przy pomocy jakich wehikułów inwestycyjnych, sprawdzamy opłaty, które obciążają inwestycję klienta, ryzyko towarzyszące inwestycji i warunki wyjścia z takiego produktu. Na końcu pokazujemy klientowi produkt taki, jakim faktycznie jest. Klient zaś sam ocenia, czy to jest produkt, który chciał kupić i czy rzeczywiście został mu sprzedany jako taki, którym istotnie jest. W ramach drugiej płaszczyzny szkolimy klienta, aby uzbroić go w niezbędną wiedzę. Dzięki temu nie pozwoli, aby w przyszłości potraktowano go nieuczciwie.

 

Ale to nie rozwiązuje ich problemu na przykład z polisolokatą, którą w 2005 roku sprzedano im w jakimś banku.

Jakub Strysik: Nie jesteśmy kancelarią prawną, ani instytucją pośredniczącą w negocjacjach między owym bankiem i klientem. Nie, tego robić nie będziemy. Naszym zadaniem jest edukowanie inwestorów, nauczenie ich zasad, dzięki którym będą inwestowali z pełną świadomością i wybierali produkty zapewniające im bezpieczeństwo. Pozwól, że posłużę się medyczną metaforą. Wyobraźmy sobie człowieka, który pali papierosy, nie uprawia żadnych sportów, źle się odżywia, w efekcie czego przeszedł zawał. Pomoc takiej osobie też składa się z dwóch etapów. W pierwszym z nich trzeba pacjenta szybko umieścić w szpitalu i wyleczyć. Równie istotny jest także drugi etap leczenia, polegający na wytłumaczeniu mu, że jeśli nie zmieni trybu życia, nie zacznie chodzić na siłownię lub jeździć rowerem, nie rzuci palenia papierosów, to za jakiś czas znowu wyląduje na stole operacyjnym. Według podobnego modelu działa Instytut Rozwoju Inwestora – potrafimy szybko przeprowadzić diagnozę, ale także uczymy, aby inwestor po wyjściu z kłopotów nie wpadł w kolejne. Jesteśmy dobrym adresem dla ludzi, którzy mają w swoim portfelu produkty budzące ich wątpliwości – a wątpliwości powinny budzić wszystkie produkty inwestycyjne, których nie rozumiemy. Przedstawimy mechanizm działania tych produktów, wytłumaczymy, na czym one polegają oraz jeśli klient sobie tego zażyczy, przejrzymy cała dokumentację.

 

Czyli pomagacie głównie klientom, którzy posiadają „toksyczne” produkty inwestycyjne?

Jakub Strysik: Tak, ale niekoniecznie w zakresie tych produktów. Nasz modelowy klient, do którego adresujemy nasze usługi, to osoba, która posiada kilka produktów inwestycyjnych i odkryła, że jeden z nich jest produktem „śmieciowym”. Z takim produktem często niewiele już można zrobić i jednocześnie wiele już o nim wiadomo. Tymczasem w portfelu inwestycyjnym klienta pozostają jeszcze inne inwestycje, często sprzedane mu przez tego samego doradcę, który wsadził klienta na minę. I tu pojawiamy się my, sprawdzając resztę portfela i tłumacząc klientowi, w co zainwestował pieniądze. Po naszej pomocy klient może uznać, że posiada właśnie te produkty, które chciałby mieć w portfelu, ale może się też okazać, że dopiero my otwieramy mu oczy.

 

To forma audytu.

Jakub Strysik: Tak. Aby trzymać się terminologii medycznej powiem raz jeszcze – stawiamy diagnozę. Planujemy jednak, że wiodącą formą działalności Instytutu będzie prowadzenie szkoleń. Chcemy tym zainteresować właścicieli firm, bo powinni oni być zainteresowani, aby pracownicy dobrze inwestowali swoje pieniądze, aby byli chronieni przed wpadkami. To jest zresztą zgodne ze stanowiskiem nadzoru. Byłem niedawno na konferencji odbywającej się na Giełdzie Papierów Wartościowych i tam przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego wyraźnie powiedział, że rynek powinien zająć się edukacją klientów, bo to leży również w jego interesie. I na rynku jest wiele instytucji, które to robią. Przede wszystkim robi to wiele towarzystw funduszy inwestycyjnych, robi Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Ale to wciąż mało, wciąż w tej dziedzinie rynek jest zbyt mało aktywny.

 

A może inwestorzy sami powinni szukać wiedzy o inwestowaniu wolnych środków?

Jakub Strysik: Z tym jest problem. Zwróć uwagę na model kształcenia Polaków. Nie uczy się nas wiedzy o finansach w szkole, ani na studiach. Praktycznej wiedzy nie zdobędziesz nawet na studiach ekonomicznych. Paradoksalnie, z im zamożniejszym klientem mamy do czynienia, tym trudniejsza jest sytuacja. Klient dysponuje bowiem większą liczbą oszczędności, a więc jest bardziej podatny na nachalną sprzedaż nieuczciwych produktów finansowych. Tymczasem obiektywnie brakuje miejsc, w których klient będzie mógł wyposażyć się w niezbędną wiedzę o finansach. Szczególnie takich, które są prowadzone przez praktyków mówiących ludzkim językiem. Zresztą dokładnie to samo dotyczy dzieci klienta, jego naturalnych następców.

 

A ci następcy również niewiele będą wiedzieli, bo szkoły i uniwersytety nadal nie uczą jak odróżnić uczciwy produkt inwestycyjny od, jak powiedziałeś, „świecidełka”. Swoją drogą sporo tych „świecidełek” na rynku.

Jakub Strysik: W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że rynek kapitałowy ustawia na półce swoje produkty, a klient powinien sięgnąć po ten, który jest mu potrzebny. Zupełnie jak w sklepie. Gdy chcemy się napić herbaty, to nie sięgamy po butelkę „Deomestosa”, bo wiemy, że jego wypicie grozi poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi. Niestety, w „sklepie” z produktami inwestycyjnymi często sięgamy po produkty, które są nam niepotrzebne, albo wręcz szkodliwe. To efekt braku edukacji. Wracając do przekazywania firm nowemu pokoleniu. Dotychczasowi właściciele powinni zadbać nie tylko o edukację ekonomiczną swoich następców, nie tylko nauczyć ich zarządzania i języków obcych, ale także pomóc zrozumieć rynek kapitałowy. To leży w ich najlepszym interesie. Instytut Rozwoju Inwestora jest do dyspozycji. Jeśli fundujemy tym następcom na przykład prywatnego korepetytora języka angielskiego, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby tą formą kształcenia objąć również zagadnienia dotyczące giełdy, funduszy inwestycyjnych, prospektów emisyjnych…

Rozmawiał Piotr Gajdziński